Leon Kengo wa Dondo od lat nale¿y do najwa¿niejszych polityków w po³o¿onej w sercu Afryki Demokratycznej Republice Konga. Nie by³oby w tym nic niezwyk³ego, gdy nie fakt, ¿e ma bia³± skórê, a przez po³owê ¿ycia nazywa³ siê... Leon Lubicz.
Wygl±da jak Grek albo W³och - jest nawet odrobinê podobny do Silvia Berlusconiego. Na pewno ze swoj± jasn± cer± i europejskimi rysami nie przypomina innych Kongijczyków. Rodacy zd±¿yli jednak przywykn±æ do jego aparycji. Kengo wa Dondo by³ ju¿ trzykrotnie ich premierem, a od kilku lat zasiada na czele senatu.
Sk±d taka odmienno¶æ kongijskiego polityka na tle wspó³obywateli? Z powodu ojca - by³ nim bowiem m³ody lekarz z Polski.
"Raj"
Historiê tê powinni¶my zacz±æ w 1910 roku. Wtedy to Solomon Benatar, ¿ydowski przedsiêbiorca mieszkaj±cy w Rodezji, otrzyma³ wyj±tkowe zaproszenie. Przysz³o prosto z Katangi - s³yn±cego z bogactw naturalnych regionu na po³udniu ogromnego Belgijskiego Konga. Gubernator prowincji pragn±³, by Benatar rozwin±³ biznes w ospa³ej stolicy okrêgu, Elizabethville. B³yskotliwy ¯yd podj±³ siê wyzwania. Na ma³ym polu w pobli¿u stacji kolejowej postawi³ sklep wielobran¿owy i zacz±³ handlowaæ. Po kilku latach by³ ju¿ bogaczem, a jego firma, Solbena, prawdziw± potêg±.
Sukces Benatara przyci±gn±³ innych ¿ydowskich biznesmenów. Nadci±gali do Konga ca³ymi rodzinami - dziesi±tki, a potem setki! Mo¿liwo¶ci dla bia³ych nie brakowa³o, wiêc wielu z nich szybko dorobi³o siê ma³ych fortun.
Gdy w latach 30. Europa kipia³a antysemityzmem, ¯ydzi wyruszyli na kolejn± wêdrówkê. Jedni wybierali Amerykê, inni Bliski Wschód. Niektórzy postanowili przy³±czyæ siê do swoich krewnych w centrum Afryki. W po³owie wieku w Belgijskim Kongu ¿y³o ich ju¿ dwa i pó³ tysi±ca. By³ w¶ród nich tak¿e pocz±tkuj±cy lekarz z Polski.
Micha³ Lubicz przyby³ nad Kongo prawdopodobnie w 1933 roku. Od razu rozpocz±³ praktyki lekarskie w Libenge. Niestety dwa lata pó¼niej jeden z jego pacjentów zmar³. Bliscy nieboszczyka ca³± win± obarczyli polskiego doktora i zaczêli mu groziæ. Lubicz musia³ uciekaæ. Nie wróci³ jednak do Polski, gdy¿ w Kongu zakocha³ siê w kobiecie z ludu Tutsi i dopiero co urodzi³ im siê syn. Rodzina przenios³a siê do Wschodniej Prowincji, gdzie nikt nie s³ysza³ o historii z Libenge. Malutki Leon Lubicz otrzyma³ chrzest i cieszy³ siê spokojnym, dostatnim dzieciñstwem.
"Kongo by³o dla nas rajem, now± Ziemi± Obiecan±" - wspomina w ksi±¿ce Shalom Bwana Moise Rahmini, który równie¿ mieszka³ w tym czasie w Afryce. "Nie istnia³ tam antysemityzm, a poczucie przestrzeni by³o cudowne" - pisze.
¯ydzi mocno ró¿nili siê od zarz±dzaj±cych koloni± Belgów, którzy od dekad traktowali Kongijczyków jak podludzi i obdzierali z wszelkich bogactw. ¯ydowscy kupcy zapuszczali siê w trudno dostêpne regiony i utrzymywali przyjazne kontakty z lokalnymi plemionami, a wiêkszo¶æ z nich dobrze traktowa³a swoj± czarn± s³u¿bê - Afrykanie czêsto sami chcieli pracowaæ w ich firmach i domach. Gdy pod koniec lat 50. sfrustrowani brakiem wolno¶ci Kongijczycy zaczêli protestowaæ i atakowaæ Europejczyków, ¯ydzi mogli liczyæ na specjalne wzglêdy.
"W czasie zamieszek afrykañscy robotnicy pisali na naszych ¶cianach: ¿ydowski dom. To oznacza³o: nie ruszaæ ich! Chronili nas" - opisuje Rahmini.
Kolesie
W 1960 roku dzieje Konga nabra³y rozpêdu. Kraj uzyska³ niepodleg³o¶æ, ale szybko pogr±¿y³ siê w wojnie domowej. Po kilku latach w³adzê przej±³ wyj±tkowo chciwy dyktator, Mobutu Sese Seko. Do tego czasu chwiej±ca siê gospodarka zmusi³a do wyjazdu wiêkszo¶æ ¯ydów.
Okres najwiêkszej zawieruchy dwudziestoparoletni Leon Lubicz spêdzi³ w Belgii. Studiowa³ tam prawo i kryminologiê. W 1968 roku otrzyma³ doktorat, staj±c siê jednym z pierwszych Kongijczyków z takim tytu³em. Zdolnego prawnika prêdko dostrzeg³ Mobutu, który uczyni³ go najpierw swoim doradc±, a potem prokuratorem generalnym.
Kleptokracja. Dos³ownie: rz±dy z³odziei. Tak w³a¶nie okre¶la siê dzi¶ system stworzony przez kongijskiego satrapê. I rzeczywi¶cie, Mobutu zezwala³ swoim ministrom i wa¿nym urzêdnikom na bardzo wiele. Warunek by³ jeden - musieli milczeæ, gdy on pozwala³ sobie na jeszcze wiêcej. A na przyjemno¶ciach ¿ycia siê zna³. Luksusowe rezydencje, prywatne samoloty i nowoczesne samochody kupowa³ za miliony dolarów.
W 1971 roku dyktator uzna³, ¿e Kongo jest zbyt europejskie, wiêc og³osi³ kampaniê afrykanizacji wszystkich nazw. Kongo sta³o siê wiêc Zairem, stolica Leopoldville - Kinszas±, a Leon Lubicz - Leonem Kengo wa Dondo.
Syn lekarza z Polski i Afrykanki ¿y³ w tym czasie zapewne wygodnie, ale nie zawsze pewnie. Mobutu potrafi³ w jednej chwili wys³aæ do sali tortur nawet najwa¿niejszych ministrów. Wystarczy³o, ¿e siê mu sprzeciwili. Kengo wa Dondo tymczasem czêsto mia³ inne pogl±dy ni¿ w³adca Zairu - zw³aszcza w kwestiach ekonomicznych. Gdy despota nacjonalizowa³ ca³± gospodarkê, m³ody prawnik upiera³ siê za wprowadzeniem wolnorynkowych reform. W koñcu zirytowany prezydent wys³a³ do go Belgii jako ambasadora.
Koniec ery
Bia³y Kongijczyk wróci³ do ³ask na pocz±tku lat 80. USA, najwa¿niejszy sojusznik Mobutu, coraz bardziej krzywi³y siê z powodu upañstwowienia gospodarki, a narodowy bud¿et kurczy³ siê z ka¿dym rokiem. Zair potrzebowa³ kogo¶, kto bêdzie dobrze wygl±da³ w oczach Bia³ego Domu i miêdzynarodowych organizacji finansowych. W 1982 roku Kengo wa Dondo wróci³ z Brukseli i przyj±³ stanowisko premiera. Z krótk± przerw± na szefowanie ministerstwu dyplomacji pe³ni³ tê funkcjê do koñca dekady.
Nie zawsze cieszy³ siê sympati± rodaków. Gdy wprowadza³ neoliberalne zmiany, bezrobotni Kongijczycy skandowali pod (nieistniej±c± ju¿) ambasad± Rzeczpospolitej: "Polacy, zabierzcie swojego premiera!". - To typ technokraty. A jednocze¶nie jeden z najbardziej rozs±dnych polityków w Afryce Centralnej. Ceniony przez instytucje miêdzynarodowe za zdroworozs±dkowe podej¶cie do gospodarki, inwestowanie w edukacjê czy infrastrukturê - wspomina³ "Newsweekowi" Bogus³aw Nowakowski, by³y ambasador Polski w tym kraju.
W latach 90. podstarza³y Mobutu zacz±³ traciæ kontakt z rzeczywisto¶ci±. Ca³ymi tygodniami przesiadywa³ w swoim pa³acu w ¶rodku d¿ungli, a sprawy pañstwa obchodzi³y go coraz mniej. W 1994 roku zgodzi³ siê nawet na utworzenie rz±du przej¶ciowego z cz³onkami opozycji. Na jego czele ponownie stan±³ Kengo wa Dondo. Gdy krótko potem wspierani przez s±siedni± Rwandê i Ugandê partyzanci ruszyli na Kinszasê, pokierowa³ on gabinetem kryzysowym. Armia Mobutu nie mia³a jednak do¶wiadczenia w walce i rebelianci szybko zyskali przewagê. Na g³owê zairskiego premiera co rusz spada³o wiadro pomyj; czêsto wypominano mu, ¿e jego matka pochodzi³a z tej samej grupy etnicznej co rwandyjski prezydent Paul Kagame.
W 1997 roku Kengo wa Dondo poda³ siê do dymisji i wyemigrowa³ do Belgii. Nied³ugo po tym re¿im Mobutu leg³ w gruzach, dyktator zmar³ na raka prostaty, a Zair sta³ siê Demokratyczn± Republik± Konga. W kraju wybuch³a te¿ kolejna wojna - znacznie straszniejsza od poprzedniej.
Powrót
W 2003 roku DR Konga by³a ca³kowicie wymêczona konfliktem, który zd±¿y³ poch³on±æ ¿ycie piêciu milionów ludzi. Prezydent Joseph Kabila - syn zamordowanej trzy lata wcze¶niej g³owy pañstwa i przywódcy antymobutowskich rebeliantów - zgodzi³ siê na rozmowy z przedstawicielami niektórych partyzantek szalej±cych w kraju. Do okr±g³ego sto³u zaprosi³ te¿ kilku polityków ze starej gwardii. Dla Kengo wa Dondo by³a to nie lada okazja - w Belgii w³a¶nie zarzucono mu, ¿e w przesz³o¶ci bra³ udzia³ w praniu brudnych pieniêdzy. Wracaj±c do ojczyzny, unikn±³ procesu.
Za czasów Mobutu Kongijczykom ¿y³o siê ¼le. Rz±dy jego nastêpców okaza³y siê jednak jeszcze gorsze. W kraju brakowa³o dróg, mostów, szpitali oraz szkó³, policja i wojsko budzi³y w¶ród cywili panikê, a wschodnie prowincje dr¿a³y przed morderczymi bojówkami grasuj±cymi w tropikalnym lesie. Wielu ludzi zatêskni³o do dawnych czasów. Na fali tej nostalgii w 2007 roku Kengo wa Dondo, mimo i¿ by³ cz³owiekiem opozycji, zosta³ wybrany na szefa kongijskiego senatu.
Ale to chyba ju¿ szczyt jego obecnych mo¿liwo¶ci. W listopadowych wyborach prezydenckich zdoby³ nieca³e 5% g³osów. Kiedy kraj ogarnê³y zamieszki, nie zdecydowa³ siê wyst±piæ przeciwko oskar¿anemu o fa³szerstwa Kabili.
W ostatni dzieñ roku jecha³ prywatnie z Brukseli do Pary¿a i gdy wysiada³ z poci±gu, rozpozna³a go grupka emigrantów z DR Konga. Trzy dni pó¼niej, ubo¿szy o kilka zêbów, ze szpitalnego ³ó¿ka deklarowa³, ¿e wybacza napastnikom. - To dlatego, ¿e jest chrze¶cijaninem i nie chce dzieliæ ludzi - t³umaczy³ jego kolega z senatu. A mo¿e jednak pragnie, by Kongijczycy te¿ mu wybaczyli? Kilkadziesi±t lat u boku dyktatora to dla wielu ciê¿ki grzech.
Tekst ukaza³ siê po raz pierwszy w serwisie KONFLIKTY.WP.PL
Nigeria pojawi³a siê na czo³ówkach gazet po antychrze¶cijañskich atakach w czasie Bo¿ego Narodzenia. Zamachy na ko¶cio³y potêpi³ papie¿ Benedykt XVI. Ale to nie jedyne problemy tego kraju. Ostatnio w Nigerii, która jest najwiêkszym eksporterem ropy na kontynencie, znów dosz³o do staræ. Ich powodem nie by³a religia, ale... podwy¿ki cen paliw. Kolejny raz pola³a siê krew.
Obecnie w Nigerii licz± siê w³a¶ciwie tylko dwa tematy.
O pierwszym, czyli islamskiej sekcie Boko Haram i zamachach na chrze¶cijan, których ostatnio niemal codziennie siê dopuszcza, mówi± media na ca³ym ¶wiecie.
O drugim - pokojowych protestach, podczas których wyznawcy Chrystusa i muzu³manie ramiê w ramiê blokuj± najwa¿niejsze miasta kraju, i który nazwano ju¿ nigeryjskim Ruchem Oburzonych - raczej na zewn±trz siê nie wspomina.
W rezultacie otrzymujemy obraz kraju pogr±¿onego w fanatyzmie i nienawi¶ci. Kraju, w którym ¿ycie toczy siê tylko i wy³±cznie wokó³ wojny ¶wiatów i religii; pañstwa, w którym nic innego siê nie liczy. A prawda jest znacznie bardziej z³o¿ona.
Walka o stacje benzynowe
O tym, ¿e w Nigerii wybuchn± demonstracje, wiadomo by³o ju¿ od kilku tygodni. Na pocz±tku grudnia prezydent Goodluck Jonathan og³osi³ plan bud¿etu na 2012 rok. Znalaz³o siê w nim co¶, co uderzy³o Nigeryjczyków jak piorun: rezygnacja z subwencji na paliwo.
W przesz³o¶ci próbowano wycofaæ je ju¿ kilka razy. Efekt zawsze by³ taki sam - obywatele wychodzili na ulice, zwi±zkowcy og³aszali strajk, przemys³ stawa³, a rz±d odpuszcza³. Ekonomi¶ci od dawna upierali siê jednak, ¿e tak d³u¿ej byæ nie mo¿e: paliwowe subsydia, które utrzymywa³y cenê litra benzyny na poziomie 0,4 dol. (1,4 z³!), kosztowa³y pañstwo w zesz³ym roku 8 mld dolarów. Eksperci od makroekonomii zgodnie twierdzili, ¿e lepiej przeznaczyæ te pieni±dze na rozwój infrastruktury. Ta jest, delikatnie rzecz ujmuj±c, s³aba.
Niestety, dla przeciêtnego mieszkañca Nigerii kwestia ta wygl±da zupe³nie inaczej. 40 centów za litr to niewiele w porównaniu ze ¶wiatowymi standardami, ale ogromna wiêkszo¶æ ze 160 mln Nigeryjczyków ¿yje za mniej ni¿ dwa dolary dziennie. Paliwa potrzebuj± nie tylko do napêdzania samochodów, lecz te¿ domowych generatorów, gdy¿ przerwy w dostawach pr±du to w Nigerii codzienno¶æ. Nawet najmniejsza podwy¿ka ceny benzyny oznacza wzrost kosztów transportu do pracy, ¿ywno¶ci i niemal wszystkich us³ug. Tymczasem wycofanie subwencji ("noworoczny prezent Jonathana dla rodaków", jak czêsto siê szydzi) podnios³o op³aty na stacjach ponad dwukrotnie. Dla napiêtych domowych bud¿etów to krytyczny cios.
A teraz zagadka: dlaczego Nigeria, bêd±c najwiêkszym eksporterem ropy w Afryce, ma problem z dostarczeniem taniego paliwa obywatelom? Odpowied¼ mo¿e zaskoczyæ: otó¿ Nigeryjczycy niemal ka¿dy litr benzyny i oleju napêdowego musz±... sprowadziæ po kosztach z zagranicy. W pañstwie funkcjonuj± zaledwie trzy zapuszczone rafinerie. W ¿aden sposób nie mog± zaspokoiæ krajowego zapotrzebowania na przetworzon± ropê. Dla Nigeryjczyków jest to kolejny - setny, a mo¿e i tysiêczny - przyk³ad na nieudolno¶æ ich polityków.
Jednocz±ca bieda
Na pocz±tku rz±d podszed³ do protestuj±cych dosyæ pob³a¿liwie. Nigeria uchodzi za jeden z najbardziej podzielonych krajów ¶wiata - ¿yje tam 250 grup etnicznych mówi±cych 300 jêzykami i wyznaj±cych najró¿niejsze religie. Ostatnie zamachy na ko¶cio³y i chrze¶cijan oraz ataki odwetowe na muzu³manach jeszcze bardziej pog³êbiaj± istniej±ce ró¿nice. W³adze zak³ada³y wiêc, ¿e Nigeryjczycy nie bêd± w stanie jednomy¶lnie sprzeciwiæ siê zmianom. Ale siê pomyli³y.
Ju¿ w ci±gu pierwszych dni demonstranci zablokowali najwiêksze miasta, tak na pó³nocy, jak i po³udniu. Dzia³ali podobnie do buntowników z Tunezji i Egiptu - przy pomocy telefonów i internetu b³yskawicznie informowali siê o wydarzeniach "na froncie", ustalali miejsca zbiórek i metody dzia³ania. W sieci szybko zaczê³y kr±¿yæ rozmaite poradniki dotycz±ce zachowywania siê podczas manifestacji i przetrwania w sparali¿owanych dzielnicach. Wszystkie wzywaj± do tego, by nie u¿ywaæ przemocy. Jak na razie siê udaje - ofiary, w tym kilka ¶miertelnych, s± efektem nadgorliwo¶ci s³u¿b bezpieczeñstwa. Nigeryjczycy w charakterystycznym dla siebie stylu ironizuj±, ¿e rz±d zacz±³ rywalizowaæ z Boko Haram w konkurencji pt. "kto zabije wiêcej niewinnych cywilów?".
Nigeryjscy internauci du¿o uwagi po¶wiêcaj± jedno¶ci, która wytwarza siê miêdzy uczestnikami protestów. W wielu miejscach modl±cych siê muzu³manów w³asnymi cia³ami os³aniali ich s±siedzi chrze¶cijanie - i na odwrót. Ró¿nice religijne okazuj± siê s³absze od poczucia wspólnej krzywdy. W poniedzia³ek do rozgniewanych Nigeryjczyków przy³±czy³y siê zwi±zki zawodowe, które og³osi³y strajk generalny. Z wiadomo¶ci dostêpnych w momencie pisania tekstu wynika, ¿e zamkniêto wiele banków, sklepów, a nawet lotnisk. Autobusy i koleje miejskie stoj±. Zamieszczane w internecie zdjêcia i filmy ukazuj± puste ulice gigantycznego Lagos - miasta, które na co dzieñ oplataj± wielokilometrowe kolejki samochodów.
To, co zaczê³o siê jako bunt przeciwko wycofaniu subwencji na paliwo, stopniowo zamienia w manifestacjê rozpaczy wywo³anej fataln± sytuacj± w kraju. Prezes Banku Centralnego Nigerii stwierdzi³ w weekend, ¿e ” kierowanie pañstwem to nie konkurs popularno¶ci. Je¶li pewne reformy s± korzystne dla obywateli, to trzeba je wprowadziæ - nawet gdy pocz±tkowo mog± sprawiæ im nieco problemów”. Nigeryjski pisarz Sola Odunfa odpowiada mu na ³amach serwisu BBC: - Pytam, ile trudno¶ci Nigeryjczycy maj± jeszcze znosiæ, gdy brakuje pr±du, wody pitnej, bezpieczeñstwa, dróg, pracy, szpitali, dobrych szkó³ publicznych, a ceny ¿ywno¶ci rosn± prawie codziennie?
By za³agodziæ nastroje prezydent Jonathan og³osi³, ¿e obetnie o jedn± czwart± pensje pracowników przero¶niêtej administracji. Protestuj±cy chc± jednak g³êbszych zmian. Kto ust±pi pierwszy?
Trucizna
W normalnych warunkach pozycja rz±du by³aby w tej wojnie nerwów korzystniejsza - po kilku dniach strajków demonstranci zaczêliby odczuwaæ jego finansowy ciê¿ar i zmêczenie, a czê¶æ powoli wycofywa³aby siê do domów. Ale tym razem Jonathan mo¿e nie mieæ czasu na czekanie. Nie w momencie, gdy w innych czê¶ciach kraju p³on± ko¶cio³y i p³ynie krew.
Boko Haram powsta³a w 2002 roku jako niewielka sekta radykalnych muzu³manów skupionych wokó³ m³odego kaznodziei, Mohammeda Yusufa. Chocia¿ otwarcie domaga³a siê wprowadzenia szariatu w ca³ej Nigerii i sprzeciwia³a demokracji, przez lata nie traktowano jej powa¿nie. W 2009 roku cz³onkowie organizacji zaatakowali kilka posterunków policji. S³u¿by bezpieczeñstwa odpowiedzia³y dokonuj±c istnej masakry - zabi³y oko³o 800 ludzi (rzekomo samych islamistów), w tym Yusufa.
Po roku ciszy Boko Haram da³a o sobie ponownie znaæ, odbijaj±c z wiêzienia kilkuset kompanów i przeprowadzaj±c zamachy na restauracje, banki, komisariaty oraz nieprzychylnych polityków i duchownych, w tym muzu³manów. Dzia³alno¶æ ekstremistów szczególnie nasili³a siê po wyborach, które w kwietniu 2011 roku wygra³ Jonathan Goodluck, chrze¶cijanin z po³udnia kraju. Jego zwyciêstwo wywo³a³o wiele gniewu na w wiêkszo¶ci muzu³mañskiej pó³nocy Nigerii. Ataki Boko Haram zaczê³y przybieraæ na sile, sta³y siê te¿ zuchwalsze i bardziej niszczycielskie. W po³owie roku potrafili uderzyæ na komendê g³ówn± policji i siedzibê ONZ w Abud¿y, stolicy kraju.
Nic jednak nie mog³o przygotowaæ Nigeryjczyków na to, co dzieje siê od kilku tygodni. W Bo¿e Narodzenie fanatycy wysadzili kilka ko¶cio³ów w trzech stanach. Od tego czasu w³a¶ciwie codziennie zabijaj± chrze¶cijan ¿yj±cych na pó³nocy kraju. Tylko w miniony weekend zamordowali co najmniej 30 osób. W po³udniowej Delcie Nigru dosz³o do ju¿ do ataków odwetowych, a kto¶ wrzuci³ granat do szko³y, w której paroletnie dzieci uczy³y siê jêzyka arabskiego. Niewiele pomaga wprowadzony przez rz±d w czterech regionach stan wyj±tkowy i wojsko na ulicach.
Do tej pory Boko Haram uwa¿ano za grupê zimnokrwistych morderców, których napêdza nienawi¶æ i gniew wywo³any powszechn± nêdz±. Ale ostatnie wydarzenia podsuwaj± te¿ inne wnioski. Prêdko¶æ, z jak± organizacja przemieni³a siê z ma³ej sekty obecnej w dwóch zabiedzonych stanach w hydrê, która potrafi zaatakowaæ jednocze¶nie kilka oddalonych od siebie o setki kilometrów miejsc jest zastanawiaj±ca. Coraz wiêcej dowodów ¶wiadczy o tym, ¿e czasami inne grupy podszywaj± siê pod organizacjê za³o¿on± przez Yusufa i korzystaj± z chaosu. W listopadzie s³u¿by bezpieczeñstwa odkry³y, ¿e cztery najwiêksze mafijne syndykaty wysy³aj± pogró¿ki podpisuj±c siê jako Boko Haram. Co ciekawe, tylko jeden z nich kierowany jest przez muzu³manów. Dwa tygodnie temu w Delcie Nigru z³apano chrze¶cijanina, który w tradycyjnym islamskim stroju próbowa³ podpaliæ ko¶ció³. Religijny terroryzm to wygodna przykrywka dla brudnych intencji.
W kwietniu wielu polityków, zw³aszcza z pó³nocy, poprzysiêg³o Jonathanowi, ¿e nie dotrwa jako prezydent do koñca kadencji. "Szczê¶ciarz" pochodzi z Delty Nigru, która od lat nie mia³a swojego cz³owieka na szczytach w³adzy. Wskakuj±c na fotel g³owy pañstwa Jonathan wepchn±³ siê tam, gdzie czê¶æ elit go nie chcia³a. Elit, które nie mog³oby sobie wyobraziæ lepszego "prezentu" dla zapracowanego lidera ni¿ Boko Haram - czymkolwiek dzisiaj jest. Sam prezydent przyzna³ w niedzielê, ¿e "terrory¶ci maj± swoich zwolenników w rz±dzie i s³u¿bach bezpieczeñstwa".
Masowe strajki i nieprzerwane zamachy - sytuacja Jonathana jest nie do pozazdroszczenia. Nie poradzi sobie z tymi dwoma problemami na raz. Z tajemniczymi napastnikami na pewno siê nie dogada. Z demonstrantami - ca³y czas jeszcze mo¿e. A innej drogi ju¿ chyba nie ma.
Tekst ukaza³ siê w serwisie KONFLIKTY.WP.PL
"Kongo jest jak koszmar w niebie. W niebie, poniewa¿ Kongo to serce Afryki. Tyle bogactw naturalnych, ludzi, zwierz±t, kwiatów, wszystkiego! Kongo to niebo, ale ludzie ¿yj± tu jak w piekle. Ludzie umieraj±. Najpierw s³yszymy: zgin±³ milion osób, potem: dwa, trzy, cztery, piêæ! A sytuacja ci±gle siê pogarsza. Bo tu s± pieni±dze, tu s± zasoby. I ka¿dy chce kawa³ek Konga. Ka¿dy-chce-kawa³ek-Konga".
Mbepongo Bilamba, kongijski aktywista
"Crisis in the Congo: Uncovering the Truth", Friends of Congo, 2011
Obejrzyjcie, a potem poka¿cie znajomym. Mo¿ecie te¿ dorzuciæ listê korporacji, które wed³ug raportu ONZ by³y "napêdem motorowym konfliktu w Demokratycznej Republice Konga".
Ca³y ¶wiat komentuje ¶mieræ Kim D¿ong Ila. Zgon pó³nocnokoreañskiego dyktatora w niewielu miejscach wywo³uje jednak takie emocje, jak w... Zimbabwe.
Zwi±zek Ila i po³udnioafrykañskiego kraju zacz±³ siê na pocz±tku lat 80. Wtedy to Mugabe poprosi³ Koreê Pó³nocn± o pomoc w utworzeniu oddzia³ów, które zmia¿d¿y³yby zagra¿aj±cych jego w³adzy partyzantów ZAPU. Kim Ir Sen, "Wieczny Przywódca", powierzy³ to zadanie swojemu nastêpcy - Kim D¿ong Ilowi. Wkrótce do Zimbabwe polecieli pierwsi koreañscy instruktorzy.
Pi±ta Brygada, jak nazwano nowo powsta³± jednostkê, w 1982 roku rozpoczê³a czystki w zamieszka³ym przez nieprzyjazne Mugabe grupy etniczne Matabelelandzie. Operacja "Gukurahundi" szybko zamieni³a siê w rze¼. Zginê³o ponad 20 tysiêcy ludzi, g³ównie cywili. Lud Ndebele do dzisiaj wspomina to jako ludobójstwo. Rana boli tym bardziej, ¿e Robert Mugabe nigdy za tamte zbrodnie nie przeprosi³. Staæ go by³o tylko na to, by przyznaæ, ¿e masakr dokonano "w chwili szaleñstwa".
Po ¶mierci Kim D¿ong Ila zimbabweñski prezydent wspomina³ go jako "uroczego cz³owieka". Sekretarz jego partii, ZANU PF, doda³ od siebie: "To nie by³ ¿aden dyktator, tylko popularny lider wybrany przez swój naród. Nie wstydzimy siê naszych relacji".
Inaczej wypowiadaj± siê opozycyjni politycy. - Nie bêdziemy wylewaæ ³ez nad trenerem Gukurahundi, jedyny problem to to, ¿e odszed³ zanim odpowiedzia³ za swoje czyny - powiedzia³ rzecznik ZAPU. Jeszcze mocniej wyrazi³a siê organizacja Ibetshu Likazulu, która od lat walczy o odszkodowania dla ofiar Pi±tego Batalionu. W swoim o¶wiadczeniu napisa³a: "Wyszkoli³ ¿o³nierzy, którzy zabili tysi±ce naszych ludzi. Zas³u¿y³ na ¶mieræ. ¦wiêtujemy ¶mieræ mordercy".
Joseph Kabila zaprosi³ na swoj± inauguracjê prezydentów wielu pañstw. I to nie tylko afrykañskich. Przyby³ jednak zaledwie jeden - Robert Mugabe, dyktator Zimbabwe od 30 lat i mistrz w fa³szowaniu wyborów. Na jego oczach na Stadionie Mêczenników w Kinszasie elegancki Kabila ¶lubowa³ przed Bogiem i narodem, ¿e "zagwarantuje jedno¶æ kraju, a kierowaæ nim bêdzie jedynie interes publiczny i prawa ka¿dego obywatela".
Jest w tym jaka¶ ironia, prawda?
Blog traktuj±cy o problemach wspó³czesnego ¶wiata: wojnach, terroryzmie, ³amaniu praw cz³owieka, narkobiznesie, biedzie.
Wpisz szukan± frazê i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywaæ info o nowym wpisie:
Nazywam siê Micha³ Staniul, jestem dziennikarzem zwi±zanym z Wirtualn± Polsk± (konflikty.wp.pl). Publikujê tak¿e w prasie ogólnopolskiej. Ukoñczy³em War and Security Studies na University of Hull w Anglii. Obecnie szlifujê warsztat w Polskiej Szkole Reporta¿u przy Instytucie Reporta¿u.
Moje dane kontaktowe:
GG: 2960802
Mail: bliznyswiata@wp.pl